Mamo,
zarzuć matematykę
ciała swojego. Po co Ci te proporcje, rozmiary, obwody, wielkości? Jak długo
jeszcze z dezaprobatą spoglądać będziesz w stronę lustra? Niezadowolona,
wymagająca, wiecznie głodna. Zmęczona po nocy, po gotowaniu, po sprzątaniu i
treningu , a jakże!. Max spalanie, jeszcze wyżej, jeszcze mocniej. Brzuch na
wdechu. Tam już chyba nic nie oddycha… Ledwo dycha!
A jeszcze
niedawno żyło w łonie Dziecię Twoje. Przez Twe ciało współtworzone, karmione,
noszone, urodzone. Nie było łatwo Mamo, o nie! Ale ciało Twe mądre wspomagało,
podpowiadało. Pory na drzemki wybierało,
reklamy wzruszające. I śledzia do mandarynki koniecznie.
Twe ciało Cię nie oszuka, nie wystawi do wiatru, nie zakpi z Ciebie, jeśli je dobrze
traktować będziesz. Spójrz łagodniej, zmruż
oczy na niedostatki w pewnych miejscach i nadwyżkę w innych (te proporcje nigdy
się nie wyrównają Kobieto!). Pogłaszcz, szepnij czułe słówko. Nie potrafisz? To
przynajmniej nie karć. Zawrzyj kontrakt, o dobrym traktowaniu – relaksie w
wannie, kaszy w garze i rozciąganiu na dywanie.
Piękna jesteś
Mamo.
Widzę życie w
Twoim ciele, uśmiech w oczach niewyspanych, blask włosów potarganych. Nie
wciągaj brzucha, noś Go dumnie, proszę Cię! Umów się ze mną na herbatę z
ciastem, sernik byłby wskazany. Śmiej się w głos, aż wszystkie kompleksy
wystraszysz. Swoje i moje. Sama w tym nie siedzisz!
![]() |
http://www.abeautifulbodyproject.com |
Tato,
spójrz na
Matkę Dziecka Twojego raz jeszcze. Na jej ciało z historią zapisaną w bliźnie
po cięciu, rozstępach na piersiach i nierównościach na udach. To tam właśnie rozgrywała
się walka, którą wszyscy wygraliście. O życie nowe, o przeżycie. Wykarmienie.
Nie
znajdziesz piękniejszego ciała, oczu kochających i dłoni dbających, niż to,
które zasypia obok Ciebie. Jeśli zasnąć może. Tato.
Wesprzyj,
jeśli sama nie może Matka spojrzeć na zmiany swoje. Dziecka nie oszukasz,
dziecię wyczuje napięcie i spięcie mięśni. Nie polubi tonu głosu wymagającego
od siebie, od Ciebie, od Niego. Krytykującego siebie. Mama, nie lubi siebie?
Można nie
lubić siebie?
Mamo?
Kolejny wpis zagości wyjątkowo w innym miejscu. Śledźcie nas na profilu Mama Mirona na Facebook'u
Piszesz zawsze tak, że mam ciary na ciele!
OdpowiedzUsuńDzisiejszy post nie do końca mówi o mnie, o nas, ale poruszasz bardzo trudny temat dla wielu kobiet.
Ja mamą jestem, ale szczęśliwą sama ze sobą nawet po ciąży i po tych 16 kg ;). Wciąż patrzę w lustro jak na kobietę zmysłową i tak sobie myślę, że fakt bycia mamą tylko zwiększył moją wartość! Mąż mój też, choć na pewno widzi ze się zmieniłam, docenia moje piękno i marzy o drugim dziecku.
Wystarczy tylko chcieć czuć się piękną i spojrzeć na siebie łaskawszym okiem, a i Tata będzie tak patrzył :))
Tego nam wszystkim życzę :*
www.krainapaozji.blogspot.fr
Szczęśliwa Ty. Mądra Ty. Wspierający mąż, to więcej niż połowa sukcesu. Ściskam!
UsuńWzruszyłam się okropnie :)Pięknie napisane . Nic dodać, nic ująć
OdpowiedzUsuńPiekne!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judyta
Dziękuję Kochana za odwiedziny.
UsuńAle strunę szarpnęłaś, Mądra Kobieto.
OdpowiedzUsuńAż mnie ścisnęło niewygodnie w dołku.
Ale każdy powinien to przeczytać. I przemyśleć dobrze.
Piękne! Brawo!
Dziękuję Dzielna! Jak szarpnęło, to bardzo dobrze! Ściskam Ciebie mocno!
UsuńWzruszające słowa, dziękuję. pozdrowienia :)
OdpowiedzUsuńNo i znowu się popłakałam :( Ciągle uczę się polubić moje nowe ciało - tragedii nie ma, ale nie jest też tak jak było przed ciążą. Mam nadzieję, że niedługo mi się to uda...
OdpowiedzUsuńAniu, płacz sobie:) Właśnie do Ciebie najbardziej kieruję zaproszenie na sernik z herbatą. Myślę, że mamy dużo do pogadania:)
UsuńNa pewno do pogadania wiele mamy :) Ale wiesz taka mnie myśl naszła jeszcze teraz, że w porównaniu z początkami bloga, o wiele cieplejsze i spokojniejsze są Twoje posty. Widać, że akceptacja przyszła - bardzo się cieszę i całuję :*
UsuńWidzisz, do tego właśnie było mi potrzebne to pisanie:) Jestem też przykładem, że nic się samo nie dzieje, ale można naprawdę dużo jak się chce. Dziękuję:)
UsuńJej jak ty piszesz kobieto.
OdpowiedzUsuńCudnie.
Jej, kobieto... dziękuję!
UsuńNie byłam w stanie nie popłakać się przy Twoim wpisie.
OdpowiedzUsuńPiękny, brak mi słów.
Pozdrawiam serdecznie!!
Dziękuję bardzo! Łzy czasami są wskazane. Również ściskam!
UsuńA ja przeciwnie. Ja nie płaczę ale uśmiecham się, bo myślę, że fajna to lekcja akceptcji samej siebie. Mnie tez nie wszystkie zmiany łatwo było zaakceptować i nie o ciele tylko mówię. Już temat przerobiłam, już chyba mam za sobą te trudne momenty z tym związane ale łatwo nie było. Szkoda, że nie pisałaś wtedy bloga...
OdpowiedzUsuńCudownie, że o tym napisałaś!Wtedy bloga nie pisałam, ale teraz już będę pisać:)
UsuńPisz, pisz. Własnie o tym, że warto sie postarać patrzeć na siebie łaskawszym okiem. To działa :)
Usuńmieszkanie po dwójce, pracuję z doskoku nad nim, jest kilka mocnych stron i kilka tych co grymas na buzi powodują, ale kurcze ja mam dwójkę the best-ciaków ze mnie to to powstało i duma zwycięża mankamenty
OdpowiedzUsuńdokładnie tak jak piszesz!
UsuńJa siebie nie lubię, chciałabym schudnąć, mieć ładniejsze ciało. Tak dla siebie, ale to i tak walka z wiatrakami. Może dlatego, że przed ciążą już sprawiało wiele do życzenia.
OdpowiedzUsuńCiało jest ciałem - zawsze może być lepsze niż jest. Szkoda, że piszesz o tym, że siebie nie lubisz... nawet czytając to jest mi jakoś nieswojo. Przykro mi. Ściskam mocno!
UsuńA ja mam inne odczucia. Po ciąży wreszcie fizycznie poczułam się kobietą. Pojawił się biust, którym przecież wykarmiłam synka, poszerzyły biodra, które nosiły młodego przez ponad 9 długich miesięcy, nagle okazało się, że mam wcięcie w talii. A że rozstępy? Nad nimi na początku trochę biadoliłam i nadal uczę się traktować je jak ordery za męstwo:D
OdpowiedzUsuńTeraz kończę drugi miesiąc następnej ciąży i już zauważam, że centymetrów w pasie zaczyna przybywać. I znów kocham te centymetry:)
Dzielna, cudowna Mama. Dziękuję za Twój komentarz! Życzę wszystkiego dobrego w tym pięknym czasie!
UsuńPoplakalam sie... Bo sama przeciez niemal codzien spogladam w lustro i wzdycham... Nad blizna, nad rozstepami, nad "oponka", ktora za nic nie chce zniknac... Nad piersiami, ktore nadal sa pelne mleka, ale juz za kilka miesiecy beda puste i obwisle...
OdpowiedzUsuńAle potem sobie przypominam, ze ten brzuch to pozostalosc po 18 miesiacach kiedy nosilam pod sercem moje dzieci. Ze te piersi przez pierwsze 5 miesiecy zycia obojga byly ich jedyna "butelka". Ze to nie przez obzarstwo i lenistwo przybylo tych kilka kilogramow, ale przez wykreowanie tych dwojga nowych ludzi.
I tak troche lepiej sie robi na sercu... ;)
Wzruszył mnie Twój komentarz... dziękuję, że się podzieliłaś swoimi odczuciami. Pozdrawiam!
UsuńAle pięknie napisane, żeby się cieszyć życiem trzeba przede wszystkim akceptować siebie, pozdrawiam :-)
OdpowiedzUsuńPrawda stara jak świat! Również pozdrawiam!
UsuńA ja uwielbiam jak do mnie zaglądasz i piszesz:) Dziękuję! Ściskam Ciebie bardzo mocno!
OdpowiedzUsuńWitam i u Ciebie :) Ja powoli się akceptuję. Zastanawiam się tylko, czy aby nie z lenistwa. :D
OdpowiedzUsuńwitam! A czy to ważne, jaki jest powód? Ważne, że jest dobrze:) Pozdrawiam!
UsuńWrócę do tego jak mój mały się urodzi, a ja będę miała miliardy kompleksów... Widziałam tę sesję - moim zdaniem jest piękna, mimo że nie pokazuje idealnych ciał młodych modelek :)
OdpowiedzUsuńWcale nie jest powiedziane, że kompleksy po urodzeniu dziecka muszą być! Tego Tobie życzę:)
Usuńciary mi wyszły po przeczytaniu :)
OdpowiedzUsuńJa po ciąży bardziej akceptuję siebie, mimo wielu nadprogramowych kilogramów, mimo rozstępów, mimo tego, że moje piersi również są inne. Ba, nawet 'polubiłam' moje nowe ciało :) te wszystkie 'mankamenty' to taka pamiątka po okresie ciąży, wzruszają mnie nawet trochę :P
Masz rację, mnie też coś wzrusza w moich niedoskonałościach (niektórych:))
UsuńWspanialy tekst. I zdjęcie takie..piękne! Rzeczywiście w podobnym tonie się rozpisałyśmy. Czyżby nadchodzącą jesień takie myśli do nas ściągała? :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! Nie wiem, czy to jesień, czy wszechobecny pęd, żeby po porodzie wyglądać lepiej niż przed:(
OdpowiedzUsuńTo ważne słowa
OdpowiedzUsuńi potrzebne tak wielu kobietom
Ja cały czas jeszcze z zazdrością zerkam na wszelkie oznaki macierzyństwa.
Moje ciało nie chce utrzymać w sobie nowego życia na dłużej niż na chwilę.
I powoli zaczynam wątpić, czy kiedykolwiek doczekam się mojego prywatnego cudu...
http://mamnadzieje4.blog.pl/2013/09/16/jesienne-przesilenie/
Dziękuję za Twój głos tutaj, jest dla mnie bardzo ważny. Ściskam Ciebie ciepło i jestem dobrej myśli.
UsuńSłyszałam o tym projekcie - widziałam zdjęcia. W świecie photoshopowej idealizacji ludzkiego ciała - gdy każda pani z pisma i z ekranu telewizora czy monitora komputera emanuje nieskazitelnie gładkim, wolnym od jakichkolwiek blizn, cellulitu i zmarszczek ciałem takie projekty dają do myślenia!
OdpowiedzUsuńI nagle okazuje się, że takie nieidealne ciało również może być ciekawe i piękne. Przede wszystkim ma swoją historię!
UsuńPamiętam troszkę jak przez mgłę, że byłam tak bardzo zajęta Nim - nie sobą, że nawet nie zauważyłam, jak po 10-ciu miesiącach wisiały na mnie wszystkie ciuchy (nawet te sprzed ciąży), a ciało - można/trzeba się do niego pouśmiechać to tylko kawałek skóry okalający kości, co gości dobre dusze - w oczy lepiej spojrzeć one odbijają dobre blaski :)))))))
OdpowiedzUsuńMaryś, ja tego doświadczyłam po siedmiu miesiącach:) Ostatnio przeczytałam, że tak się dzieje, jak kobieta lubi się i ze sobą nie walczy! To by się zgadzało w kontekście zaglądania w głąb duszy! Pozdrawiam Ciepło!
UsuńNasze ciała to nasza historia, świadectwo życia... widziałam te zdjęcia mówią same za siebie, macierzyństwo jest piękne mimo że zostawia ślady , nie tylko w postaci dzieci...
OdpowiedzUsuńTak, te zdjęcia naprawdę zatrzymują na dłużej!
Usuńpiękny post!!! bardzo się cieszę że do mnie wpadłaś...masz jeszcze sernik?????:)))))) pozdrawiam gorąco
OdpowiedzUsuńDziękuję! I ja się cieszę, bo u Ciebie piękne rzeczy! U mnie zawsze coś jest, nawet coś z niczego!I drzwi zawsze otwarte:)
Usuńpięknie to Ujęłaś :) buziaczki
OdpowiedzUsuńDziękuję. Ściskam Ciebie mocno i dziękuję, że zostałaś:)
UsuńŚwietny projekt, piękne zdjęcia...
OdpowiedzUsuńMoje ciało, po dwóch ciażach i jednym cc zmieniło się, ale nadal je lubię...nawet krzywą blizną po cc poluiłam :)
Świetny blog! :)
Zapisuję do ulubionych :)
Moja też krzywa:) Dziękuję za miłe słowa i pozostanie:) Do kolejnych spotkań zatem!!!
UsuńWpis jest dość mocny. Muszę chyba znów polubić siebie.
OdpowiedzUsuńTo, co prawdziwe rusza najbardziej. A zamiast "muszę", po prostu pobądź ze sobą. Pozdrawiam ciepło!
Usuńwzruszyłam się.Dziękuję
OdpowiedzUsuńI ja dziękuję!
Usuńajjj...wzruszyłam się.... pieknie napisane!
OdpowiedzUsuńajjj...dziękuję:)
UsuńPieknie napisane...tak prawdziwie...ja nauczyłąm się już siebie akceptować dawno...moje chude ciało...mały biust...i teraz bez wstydu bikini założyłam chociaż skóra na brzuchu i nie tylko po dwójce dzieci już taka jak dawniej nie jest...a piersi jędrności swej nie mają...ale dla męża jestem idelna...siebie akceptuję i dobrze mi z tym:)
OdpowiedzUsuńCudne słowa.... uwielbiam tu zaglądać!!
OdpowiedzUsuńPodoba mi się to, jak delikatnie Pani pisze :)
OdpowiedzUsuńWspaniały, mądry tekst... Zajrzałam na chwilę, zostanę na dłużej :-). Pozdrawiam ciepło
OdpowiedzUsuńPięknie napisane :)
OdpowiedzUsuńWitaj Mamo Mirona. Gratuluję napisania jednego z tych bardzo mądrych i takich prawdziwych tekstów z jakimi miałam do czynienia kiedykolwiek. Masz bardzo lekkie i jednocześnie bardzo nasycone emocjami pióro i z całą pewnością będę stałą bywalczynią Twojego blogowego zakątka. Pozdrawiam cieplutko!
OdpowiedzUsuń