niedziela, 28 lipca 2013

Hej!

Dobiegła końca  nasza przygoda.

Spotkanie z Lasem.

Pierwsze wspólne wakacje.

We właściwym czasie rozpoczęte, kiedy już małżeństwo na włosku wisiało. O cierpliwość się modliłam  i zwykłym powietrzem dusiłam.

Na szczęście wyruszyliśmy. Choć się ludzie w głowę pukali, żeby dziecko z południa na północ taki kawał ciągnąc. A ono zaciągnięte w podróży nocnej nic nie zauważyło. Tygodnie dwa pod chmurką spędziło ze zrelaksowana mamą i tatą na każde zawołanie.



Wracamy do domu, ucząc się nie smucić, że powietrze już nie to samo, nie te krajobrazy. Zostawiamy niespieszność i wszyscy wszystkim na wyłączność już nie są.

Za to jutro sprawdzimy, czy kaczki w parku dobrze się mają, a lody w uliczce bocznej od rynku wciąż tak samo smakują. Zagadniemy sąsiadkę, sprawdzimy pocztę, o nasze kwiaty zadbamy i bajki poczytamy.  

Żal ogromy za naturą, którą nasycić się nie mogę, zamienię na rozmowę wyczekiwaną. Zamówię książkę wymarzoną, kąpiel w wannie wezmę długą i kuchnią swoją się nacieszę.

Przejrzę zdjęcia przypominając sobie, marchew, kalafior, szpinak i ziemniak synka. Kaszki plucie. Zęba pierwszego z drugim. Turlańce z boku na bok, z brzucha na plecy i nie odwrotnie. Samolot dla mnie. Wszystko pierwszy raz.

I zachwyt syna tym światem dotąd nieznanym. Gdzie nic nie trąbi i pośpiechu nie ma. Tata na rękach przez las do jeziora niesie, łąkę i pająka pokazać, robala wielkiego i tego mniejszego.  O! Bociany! Razy kilka, żeby nudy nie było. I nie ma, bo wszystko ciekawe, arcyciekawe! Uczyć się tylko od syna! 

Syna mojego, jedynego, co z dnia na dzień coraz bardziej się do mnie uśmiecha. Obserwuje i rozumie. Dokładnie pokazuje na co ochotę ma i co mu nie w smak. Rozpuszczam się w chwili karmienia naturalnego. W naturze naturalniej smakuje, bez pytania i debaty, czy pasuje, czy wypada, czym się zakryć? I wiecznie przepraszać.

No to jeszcze zanurzyć się w chwili paluszków liczenia, bo przy porodzie czasu nie było. A tu czas na kontemplację każdego paznokcia zagiętego, włosa z czubka głowy jak u Milenki, kiedy reszta wytarła się do reszty! Patrzę w te oczy błękitne przepięknie i płakać się chce ze szczęścia, ale prolaktyny już u mnie coraz mniej.  To cieszę się zwyczajnie.

Z syna, męża i psów też. Wakacji zwykłych i powrotu do domu  zwykłego. Żeby rzeczywistość  niezwykłością oprószyć  i przetrwać . Nie zapomnieć  i się powoływać. Pielęgnować w sobie odnawialne źródło energii tej. 



Hej!



20 komentarzy:

  1. Hej Mamo! Wspaniale widzę udał się Wam ten wypad do lasu. I z tego co czytam był bardzo potrzebny... :) cieszę się, że wypoczęłaś, nabrałaś dystansu, przemyślałaś... tęskniłyśmy z Milenką ;) i czekamy na zdjęcia obiecane, zobaczyć pierwsze razy z jedzonkiem i wytarte włoski Mironka :) buziaki zrelaksowana Mamo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak tylko się ogarnę, już za chwileczkę, słać będę!Buziaki!

      Usuń
  2. dobre decyzje owocują dobrymi nastrojami niech tych dobrych decyzji będzie jak najwięcej

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że czas właściwy i wszytko tak jak być powinno....

    OdpowiedzUsuń
  4. Znaczy się, że wszystko dzieje się po coś... :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękny to czas... zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. bo nic nie stoi w miejscu... licie zielenieją, żółkną złocieją... i znikają.
    A za rok znów nowe odkrycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie będę musiała całego roku czekać za nowymi odkryciami. Będę się starć!

      Usuń
  7. Pięknie ujęte! Pierwszy raz z południa na północ kraju,podróżowałam z Kingą,jak miała 3 miesiące. Mało tego! Wybrałam się w taką podróż sama z dwójką dzieci ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich historii potrzebuję:) Dzielna jesteś!

      Usuń
  8. Oj lubimy takie przemyślenia, będziemy częściej zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam, zapraszam, proszę się rozgościć:)

      Usuń
  9. Super wpis!:) Też zamierzamy wpadać częściej:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo się cieszę:) Miejsca starczy dla każdego:)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za Twój komentarz!