Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą macierzyństwo. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 września 2013

Dla M. (na kilkanaście godzin przed egzaminem)

Można pisać długo i nie napisać niczego. 
Po nie pisaniu wnioskować rozkwit życia prawdziwego. 
Można napisać byle co, a inni i tak przyklasną. 
I opisać uczucie najintymniejsze, którego nikt nie zauważy. 
Można też pisać o jednym, a drugie zostanie zauważone. 
Można chcieć napisać i nie napisać. 
Nie pisząc prawdę objawić. 

Można nie chcieć napisać i pisać mimo to,
że się dawno wina czerwonego nie piło
w pracy nie było, bo już jej nie ma
z przyjaciółmi nie bywa
tak jak i w sklepach nie bywa
i na zajęciach dodatkowych dla rozwoju osobowości

 po prostu się nie bywa

I piszę od miesięcy kilku, 
że herbatkę na zmianę z melisą wchłaniam
i pracę opiszę najtrudniejszą w życiu, do emerytury niedoliczoną
do przyjaciółki zadzwonię, przypomnę się
gdzieś pojadę, coś zrobię, kupię, upichcę i cieszyć się będę
jak dziecko. 

O! Dziecko!


Dzięki Tobie czasu nie zmarnuję,
w kinie denerwować się nie będę na jedzących szybko, głośno i niesmacznie
poczekam na seans domowy
w czekaniu jestem teraz najlepsza

w czekaniu na uśmiech pierwszy
ząbek
i Mama

Dzięki Tobie odważyłam się
pisać, by zostać przeczytaną
patrzeć przed siebie, a nie w dół
po marzenia sięgać z półki najbardziej ekstremalnej
upragnionej

właśnie sięgam

Dzięki Tobie nie muszę rozmawiać o niczym
siedzieć pod kocem w deszcz
wymyślać sobie kompleksów
strojów na dzień następny
czekać bezczynnie aż los przyniesie

wychodzę naprzeciw
pod ręką Ciebie niosę
i siatkę jeszcze i list niewysłany
telefon nieodebrany, smycz zaplątaną
listę zakupów zgubioną

Dzięki Tobie umiem to wszystko ogarnąć.

Ten czas i codzienność
co się ich uczepiłam jak głupia
i marzenia
i przyjaciół
i świat cały, co się skurczył bardzo

Tobie dziękuję!


środa, 10 lipca 2013

O marzeniach na dziś

Usiadłam wczoraj mając wszystko w głowie. Miało być dowcipnie, potem na smutno, to może coś krótkiego napiszę?  Nie chciało się zapisać. Próbowałam. Przysięgam! Kasowałam, zaczynałam od nowa. Znów nie to. Kasowałam. Dałam za wygraną. Poszłam spać.
Jak Wy to robicie, że ogarniacie pisanie? No jak?

Z Internetu

Może to dlatego, że ja wciąż walczę o tą swoją przestrzeń. Sensu w tym głębszego nie widzę (to tak z głowy), ale czuję, że tego własnie potrzebuję i w dobrą stronę to pójdzie (to z serca).
A może dlatego, że jestem potwornie zmęczoną matką. Bez babć i cioć, z mężem wieczornym i wyjeżdżającym. Z psami dwoma, zupą właśnie przypaloną i szczepieniem na głowie. Wszystko zanurzone w  ząbkowaniu i w upale totalnym. Nie wspominając o praniu, sprzątaniu, prasowaniu, gości przyjęciu, uśmiechów rozdawaniu,...
Nie poszliśmy dziś na spacer. No trudno. Nie zwlokę się. Muszę odespać noc, cogodzinne karmienie i tulenie... M. zasnął, ja nie mogę. Głowa boli, wypełniona do granic możliwości marzeniami.
O tego zęba z dołu, co spokoju nam nie daje! Niech już urośnie - powitamy go radośnie!
O sen nieco dłuższy niż godzin dwie.
O chwilę taką tylko dla mnie, żebym mogła zatęsknić za synkiem.
 I żeby przez to zmęczenie przedarło się wreszcie szczęście.
O chwilę spokoju w parku na spacerze, bez pytań , ba osądzania, wręcz twierdzenia, że M. gniecie się w nosidle i mu za gorąco, niewygodnie, duszno, niech mnie diabli wezmą!
O odwzajemniony uśmiech innych zmęczonych matek, których wzrok nieobecny nie zauważa już mnie.
Marzenie, żeby Matki pozostawały Matkami, a nie robotami, do zadań dla innych niewykonalnych!

sobota, 6 lipca 2013

Jak to jest?

"I co teraz?" - zadajesz sobie pytanie, nawet jeżeli ciąża była upragniona, wyczekiwana. Od tej chwili Twój świat staje na głowie (za parę miesięcy stanie jeszcze bardziej, ale Ty naiwnie masz nadzieję, że będziesz tą matką, która się przygotuje i nie da zaskoczyć). Więc zaczynasz...



Zaczynasz zauważać kobiety z brzuchami, mamy z dziećmi w restauracjach i już przestaje Cię denerwować ich obecność tam. W księgarni sięgasz po poradniki dla kobiet w ciąży, a do gazety codziennej dokupujesz periodyk o dzieciach (nie miałaś wcześniej pojęcia, jak tego dużo). Wstrzymujesz zakupy kolejnej pary szpilek (nie dotyczy mnie), czy torby (dotyczy jak najbardziej mnie), kierujesz się na dział ciążowy i wybierasz spodnie z gumą na arbuza i już w nich wychodzisz ze sklepu (a to dopiero początek trzeciego miesiąca!). Teraz jeszcze ogólny przegląd na bajek, śpiochów (najpierw sprawdzasz jak odróżnić śpiochy od pajacyków i rampersów), wózków (w tym chętnie pomaga tata dziecka), łóżeczek, karuzel (Boże, jaka piękna!),... W Internecie szukasz pomocy, czy prać w tych orzechach ekologicznych, i o co chodzi z chustą tkaną? Kim jest Shantala? Czy ja już mam zachcianki? Kiedy pojawi się wreszcie linia na brzuchu? Joga z brzuszkiem, czy brzusio na kanapie z nogami spuchniętymi do góry? I niech te piersi już nigdy nie maleją!!!



Ale się też boisz. O zdrowie malca w Tobie. O swoje zdrowie. O poród. Ze znieczuleniem? Czy szpital spełni Twoje oczekiwania? I co z pracą? Czy będą mnie jeszcze chcieli? Czy ja będę chciała? I jak sobie poradzisz bez rodziny w pobliżu, albo z rodziną zbyt blisko we wszystkich decyzjach? Czy zaszczepić dziecko? Czy będzie nas jeszcze stać na wakacje?

Ale jest w Tobie mnóstwo radości zarazem. Ze lśniących włosów i uśmiechniętych oczu w lustrze. Radości z jedzenia (wreszcie przestaje Cię obowiązywać dieta), z leniuchowania, czasu dla siebie, z głaskania rosnącego brzucha. Radości z napotkanego dmuchawca, pary staruszków na ulicy i małego dziecka w czapce dinozaura. Radości z majowego deszczu i niezapominajek i z tego, że już niedługo opowiesz o tym wszystkim swojemu maleństwu. 

Tylko jeszcze  rozpłaczesz się na reklamie jogurtu, zapłacisz w kasie biletem miesięcznym, herbatę posolisz a męża przeprosisz, że nakrzyczałaś na niego za to, że się nie ucieszył jak go przepraszałaś, że nakrzyczałaś... I dlaczego on nie wie o co Ci chodzi, nikt nie wie, o co Ci chodzi, a przecież chodzi Ci o to, że oni nie wiedzą o co Ci chodzi, do cholery. Przecież jesteś w ciąży!

Na szczęście ogarnie Cię spokój. Koleżanki z zazdrością będą podpatrywać, jak mimo dodatkowych kilogramów płyniesz nad chodnikiem, jakby niosła Cię siła niewidzialna. I już nie obchodzą Cię ploteczki w pracy, przegrana reprezentacji, niepozmywane naczynia. Potrafisz udobruchać Panią w banku, na targu dostaniesz zawsze świeże jabłko gratis za piękny uśmiech, a od nieznajomego bukiet kwiatów. 


Cud poczęcia zatopiony w codziennych smutkach i radościach. Nieoderwany od życia. I niech tak zostanie, bo inaczej wszystkie Matki by nam odfrunęły (dlatego tym razem nie będzie balonika). 

P.S Tekst dedykowany wszystkim Nowym Mamom oczekującym maleństw, szczególnie tym, które znam! Przed Wami piękny czas!

Fotografie rysunków pochodzą z książki "A ja czekam" (Moi J'attends..) D. Cali i S. Bloch, Wydawnictwo Hokus-Pokus, 2013r. 




czwartek, 4 lipca 2013

Jestem Wewnętrzny. Krytyk Wewnętrzny.

Rozważania przy wczorajszym myciu okien sprowadzały się do nadmiernego pochłaniania słodyczy, nauczenia M. picia z butelki, znalezieniu przestrzeni na wieczorne asany. Po głowie błądziły jeszcze myśli, że to wszystko i tak nie ma sensu. Wszystko, czyli mój najnowszy projekt, moja przestrzeń. Ta przestrzeń.

Wczoraj, u znajomej przeczytałam, że "teraz każdy ma bloga" i "każdemu wydaje się, że ma coś do powiedzenia". Podpisuję się pod jednym i drugim, co nie przeszkadza mi wejść w te szeregi. Właśnie teraz! Kiedy definiują mnie głównie jako Matkę Polkę, Walczącą, Karmiącą, gubiąc po drodze wszystko co było przed urodzeniem i jakby już nigdy nic nie miało nadejść (zobaczysz i tak już do końca życia). Chce mi się krzyczeć, choć wszystko ze mną dobrze! Ja tu jestem, byłam, żyłam jeszcze zanim matką zostałam! Plany mam, kilkanaście nawet, mamowanie mi w tym nie przeszkadza! Może jest trochę inaczej.

"Żyjemy w ogłupiającej kulturze cheerleaderek, w której wszyscy udają, że nie cierpią." D. Galas

Więc M. miał kolki. Całe dwa miesiące. Czytam poradniki amerykańskie również i odnajduje sposoby takie: "wygłuszyć ściany" czy "zadzwonić do koleżanki, której możemy się wypłakać". Jak to? Ja nie zadzwonię, ja dam radę, przecież każda to przechodzi - co będę głowę zawracać. A jak przyjdą pokażę, że jeszcze czas na umalowanie paznokci miałam i cisto upiekłam. Ogólnie jestem przeszczęśliwa, spełniona, wypełniona, i tak dalej, dalej, dalej.... A mały cierpi, ja cierpię, mąż cierpi i psy też.

Może jednak powiedzieć komuś, że nie jest tak różowo, ale jakoś specjalnie uciśniona też nie jestem. Nie tryskam energią wyglądając lepiej niż przed porodem, ale znów nie uważam się za hipcia i nie mam zamiaru walczyć z całym światem o swoje prawa. Po prostu odczuwam wszelkie, ogólnie dostępne emocje, podwójnie!

Jak napiszę, to mi lepiej. Jak ktoś to przeczyta (a statystyki są miodem na moje serce), to cudownie, jak skomentuje czuję się zaszczycona poświęconym dla mnie czasem. Zrozumiana. W swojej przestrzeni.

Ślimak, który niczemu nie jest winien, pomaga zwizualizować opisywany proces.
I pojawiły się wczoraj wątpliwości, zajrzał stary znajomy Wewnętrzny. W sensie Krytyk Wewnętrzny. Rzucił coś o babskiej paplaninie rozedrganej przez hormony mamuście, której się w głowie poprzewracało i uwierzyła, że umie pisać i do powiedzenia coś ma, z nadzieją, że ktoś to przeczyta i będzie cudnie paskudnie, więc lepiej to skończyć, choćby zaraz, zarzucić mycie okien i skasować, ślad wszelki zatrzeć po pisaniu zanim się wstydzić na dobre zaczęło za to, co się poczyniło... I mógłby tak długo Wewnętrzny. Krytyk się znalazł Wewnętrzny, gdyby nie głos z radia (opatrzność może), że znajomego starego trzeba przytrzymać. Nie dać się! Jednorazowa decyzja go wabi, więc z mozołem ślimaka choćby, (sfotografowanego przy okazji) zamykać się na jego wszędobylskie podszepty. Zaatakować jeszcze chwilę determinacją, wiarą, o tak - wiarą i do następnego przeczytania!

środa, 26 czerwca 2013

Ciągle pada, czyli jak nie dać się senności mamy i nudzie Mirona

Stuk, stuk o parapet. Nie chce się wstawać, jeszcze chwilka, 5 minut. Obracasz się na drugi bok i po pięciu minutach doliczasz kolejne. W końcu trzeba wstać. Robisz lekki makijaż, włosy fajnie związujesz, zakładasz coś kolorowego, żeby ten dzień rozjaśnić i w pelerynie w grochy czmychasz zielonym rowerem po kałużach miasta. W ciągu dnia marzysz o powrocie do domu, kiedy to wskakujesz pod koc z książką i ciepłą herbatą imbirową i tak trwasz przez wiele godzin.
Stuk, stuk o parapet. Teraz naprawdę! Nie chce się wstać, ale M. nie daje za wygraną. Nudzi się, już go nie cieszą moje całuski, przytulaki, Miś Pingo. Nawet nie chce jeść. Trzeba wstać! Wleczemy się na przewijak, tam nieco radośniej, tylko nie patrz w prawo, nie patrz w prawo MATKO! Tam pada, leje, urwanie chmury, O, MATKO! Robię leki makijaż (konkretnie korektor pod oczy), związuję fajnie włosy (konkretnie robię z chusty turban), zakładam coś kolorowego (jeden różowy awaryjny sweterek na tę okazję) i ... (tutaj kończy się podobieństwo z tekstem powyżej) - przygotowuję broń do walki z deszczem, sennością i nudą.
Liczba osób biorących udział w walce: cztery. Ok, nie liczmy dwóch psów, które przesypiają cały dzień, jakby nie mogły się jakoś wczuć w sytuację, że nie wypada, że może należy coś zrobić, zaproponować, Nie, śpią! Czyli ja i M. Przypominam, że M. ma cztery i pół miesiąca! Ho, ho...

Zaczynamy od sposobów siedzących:

  • czytanie prostych, rymowanych wierszyków (najlepiej nam to wychodzi z nieśmiertelnym i nienudzącym się Brzechwą, a przy okazji wiele wierszyków zna się na pamięć), modulowanie przy tym głosem, żeby było jak najśmieszniej. 
  • oglądanie książeczek kontrastowych i opowiadanie dziecku o obrazkach (nawet nie podejrzewałam siebie o taki historie zwykłej o ławce). Co prawda na książeczkach widnieje oznaczenie 3+, jednak my bawiliśmy się nimi już po pierwszym miesiącu i sprawdzały się znakomicie, teraz już tak bardzo nie interesują (nie zajmują M. na dłużej:).
  • samodzielna zabawa literaturą, czyli wszelkie bezpieczne, miękkie, piankowe, materiałowe, przeznaczone do kąpieli książeczki, które głównie lądują w ustach M. 
  • no i robienie minek, min, gruchotów, bzyków, zdziwień, śmiech, śmiech, śmiech - ma być wesoło (tak pewnie powiedziałby M.).
Na plecach i brzuchu:

  • zabawy na macie edukacyjnej - szczerze mówiąc sprawdza nam się średnio, chyba, że M. jest w nastroju narcystycznym i przygląda się sobie w lustrze.
  • wszelkie masażyki dziecięce wspomagane wierszykami, w stylu: "Idzie Pani na szpileczkach".** 
  • masaż Shantala (najczęściej wykonujemy go na przewijaku po przebudzeniu, bo wtedy M. jest najbardziej wypoczęty i spokojny - nasz rytuał). 
Pionizujemy się:

  •  Tańce, tańce, tańce... kiedy M. był młodszy sprawdzały się pląsy w chuście. Teraz przodem do lustra, góra, dół, na boki, szybko wolno, kręcimy się,... śmiech, śmiech, śmiech - ma być wesoło!
  • zwiedzanie mieszkania - czyli ciekawa biblioteczka (przy okazji można sobie przypomnieć, co łapie kurz w mieszkaniu), zdjęcia, na których M. rozpoznaje siebie, kuchnia, łazienka i kto co ma. Można spróbować sypialnię, położyć się na łóżku, nakarmić, wyciszyć malca...zasnął. To i my zaśnijmy. Wariant drugi - wracamy do kuchni, robimy kolejną kawę zbożową i...
  • śpiewanie piosenek - możemy się wspomagać gotowymi nagraniami lub śpiewać z pamięci albo improwizować (robimy jedno i drugie ale zdecydowanie wolimy improwizację!)
Poza domem:

  • Basen, czyli ciapu, ciapu, ciap (u nas raz w tygodniu, aczkolwiek szansa, że wypada w dzień deszczowy jest duża)
  • Wyjście do sąsiadki, która akurat jest w domu - czyli też jest mamą malca, albo przyszłą mamą, albo właśnie szuka pracy
  • Kawiarnie dla Mam (ale to już temat na oddzielny wpis)

A jutro ma być słońce i tego życzę Nam Wszystkim!

**Wkrótce przygotuję wpis o fajnej książce, która jest ze mną od kilku lat, wykorzystywana w pracy, a teraz z M.

wtorek, 25 czerwca 2013

Na co nie może liczyć współczesna matka

Tulę, przytulam, kołyszę, tańczę... Śpiewam, szumię, nucę, opowiadam, mówię, czytam... Noszę w chuście, nosidełku i wożę w diabelskim wózku. Masuję, używam wielorazowych pieluszek, naturalnych kosmetyków, śpimy z M, karmię piersią, itd, itd... Staram się. Robię co mi serce podpowiada, na co mam siłę. A jak nie mam to jej szukam. Mam oczy i uszy otwarte na wszelka pomoc, podpowiedź. Czytam poradniki, zaglądam na fora, pytam się siostry, mamy, innych mam,... I czuję się sama.
     Przeczytałam: "Współczesne matki nie mogą liczyć na instynkt macierzyński. Wiedzę o tym, jak wychowywać dzieci, czerpią z poradników i gubią się w gąszczy teorii, zamiast uczyć się od Indian czy Papuasów najbardziej naturalnych zachowań." NG nr 6, czerwiec 2013r.
     Autorze i nie tylko! To nie brak instynktu jest największą bolączką matki europejki. To samotność! Brak wsparcia, współodczuwania, uczestnictwa, prowadzenia... Mężczyzna wychodzi do pracy (po zwierzynę), a kobieta z małym ssakiem zostaje w czterech ścianach. W tym czasie karmi, przewija, śpiewa, wychodzi na spacery, bawi się, robi zakupy, gotuje, je (jak jej się uda), masuje, uspokaja, tuli do snu. Większość z tych rzeczy po kilka razy. Wieczorem wlecze się do łóżka, ale jeszcze krótka rozmowa z mężem, krótka kąpiel, szybkie ogarnięcie mieszkania, szybkie odpisanie na maile,... szybko mijają kolejne godziny. Pada matka. Potem budzi się i karmi. I tak również kilka razy. A przecież jeszcze przed chwilą mogła w każdej chwili zrobić sobie drzemkę poobiednią, wsiąść na rower i pojechać nad Wisłę, mogła zasiąść z Baumanem w ręce przy kieliszku wina. Mogła. Potem była w ciąży, Błogosławiona Matka Polka, Siatkara (z zakupami). Jedni na nią chuchali i dmuchali: "Połóż się kochanie, ja to zrobię!", inni irytowali: "Nie jedz Tego, nie rób Tamtego!", dla pewnej grupy była niewidoczna (w autobusach, kolejkach), dla innych była symulantem: "Dzisiaj w ciąży każda od razu jest chora i idzie na zwolnienie!" (i idzie, bo ciąża zagrożona, szpital, łóżko). Ale Była.
Matka urodziła. Najlepiej naturalnie, szybko, bez znieczulenia z uśmiechem na twarzy dla Taty, Doktora, Położnej no i Dziecka. Potem jeszcze kilka fotografii, najlepiej artystycznych, dziecko z muszelką na plecach, telefony, odwiedziny i zaczyna się Macierzyństwo bez instynktu.
Siedzi Matka na urlopie w domu z dzieckiem i jej się nudzi. Może by jakiś projekt napisała. Ugotowała. Siedzi cały dzień w domu i nie posprzątała? "Płacze? Będzie gorzej! To dopiero początki!"- radzą najbliżsi z uśmiechem ironicznym na twarzy, oczywiście nic złego nie chcąc przez to powiedzieć. Siedzi Matka w domu i nie ma siły, a przecież jest Matką! I to tylko jednego dziecka, a kochanie chce się jeszcze rozmnażać. Siedzi Matka... właśnie, czy ona siedzi?
Wychowuje Mama swoje Dziecko. Nie potrzebuje litości, podziękuje za obecność. Zrozumienie też jest w cenie. Wolałaby nie być przedmiotem w sporach politycznych, musieć za wszystko dziękować i o wszystko walczyć. Chciałaby mieć krąg kobiet wokół siebie z Prababcią, Babcią i Matką na czele. I żeby mężczyźni już nie wypowiadali się na temat jej instynktu macierzyńskiego!
     "Współczesne matki nie mogą liczyć na wsparcie w wychowywaniu dzieci zarówno ze strony swoich mężczyzn, jak i kobiet. Dlatego wiedzę i wsparcie czerpią z poradników biorąc na siebie odpowiedzialność wyboru najlepszej metody, kierując się przy tym matczynym sercem. Zamiast pisać o braku instynktu macierzyńskiego współczesnych kobiet,  radzę uczyć się od Indian jak otoczyć Matkę naturalnym wsparciem ze strony innych kobiet. I mężczyzn!" Mama Mirona, czerwiec, 2013r.